MARZENIE MAMY, WYCIECZKA NA GÓRĘ SANTA TECLA
Może to nie logiczne zacząć tego bloga od wycieczki do Hiszpanii, jednak jak dla mnie ma to ogromny sens. To właśnie podczas tej wycieczki postanowiłam założyć bloga.
Właśnie jestem w trakcie wizyty moich rodziców i to właśnie z ich powodu ja, mój mąż, moja teściowa i oczywiście moi rodzice spakowaliśmy się i zdecydowaliśmy się na krótki wypad do portugalskiej miejscowości Caminha.
Caminha to malowniczo położona miejscowość na północy Portugalii, tuż przy granicy hiszpańskiej, gdzie moja portugalska rodzina spędza często wakacje, dlatego też nie będę rozpisywała się na jej temat, bo na pewno będzie jeszcze okazja.
Spędzając czas w Caminha postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę na górę Santa Tecla (Santa Trega po hiszpańsku), która to znajduje się już po stronie hiszpańskiej w miejscowości Guarda, a że moja zwariowana mama mówiła, że jej marzeniem jest pojechać do Hiszpanii to była to bardzo dobra okazja, aby to marzenie spełnić.
Więc wyruszamy, a wy wyruszajcie razem ze mną podziwiając wspaniałe widoki i smakować hiszpańskie tapas(małe porcje jedzenia).
Nasza podróż będzie wyglądała tak
Etap 1
W Caminha łapiemy ferryboat, czyli po prostu prom, którym przedostajemy się na druga stronę rzeki Minho.
Godziny kursowania można sprawdzić tutaj:http://www.caminhaturismo.pt/ver.php?cod=0E0D
Bilety kosztują 1€ za osobę i auto 3€.
My złapaliśmy prom o 14.00h i zabraliśmy samochód, ale nie jest to koniecznie jeśli osoby wybierają się tylko na zdobycie góry.
Podróż promem trwa ok.15 minut i podczas niej można podziwiać przepiękne widoki.
Etap 2
Następnie jak na turystów przystało wybraliśmy się prosto do portu Guarda, aby nabrać sił na naszą wycieczkę.
Wybraliśmy jedną z tamtejszych restauracji znajdującej się tuż przy porcie, która nazywa się El Paseo.
Zamówiliśmy kilka “tapas”, cena za osobę wyszła ok. 12€, ale brzuchy pełne.
Wybraliśmy między innymi: tabla de jámon serrano (czyli szynkę parmezańską), pimientos de padron (małe zielone papryczki), calamares a la romana (kalmary smażone), pulpo a la plancha (gotowaną ośmiornicę w specjalnych przyprawach), zamburinas a la plancha( nie znalazłam polskiego odpowidnika/ to gatunek Chlamys varia, po prostu super dobre muszelki podsmażone na oliwie z oliwek z czosnkiem), tortilla de patatas (omlet z ziemniakami) i oczywiście Esterella Galicia, czyli Galicyjska Gwiazda-tamtejsze piwko.
Na koniec oczywiście małe espresso, aby nie zasnąć po tym cały obżarstwie.
Tak posileni zdecydowaliśmy się przeturlać na górę Santa Trega.
Etap 3
W Guardzie znajdują się wszędzie drogowskazy na górę więc nie sposób się zgubić.
Jeśli ktoś wybierze opcje bez obżarstwa po drodze w porcie Guarda to droga na samą górę od promu to ok. 6 km.
My podjechaliśmy samochodem do samego miejsca gdzie znajduje się dawna osada. Przed tym punktem mniej więcej na wysokości 2/3 góry płaci się za wstęp, za osobę to 1€ (za samochód się nie płaci).
W tym miejscu znajdują się pozostałości dawnej osady z I w.p.n.e. To znalezisko archeologiczne, zbudowane na wzniesieniu Santa Tecla zwiedza się samodzielnie i bez żadnego przewodnika i niestety wszystkie informacje są tylko w języku hiszpańskim, dla Portugalczyka to nie jest problem, jednak dla Polaka może to być problem. Podziwiając widoki z tego miejsca można zrozumieć dlaczego to właśnie tam zdecydowano się na zbudowanie osady- wspaniały widok na całą linie brzegową.
Etap 4
Od tego miejsc zaczęliśmy się wspinać wraz z naszymi kalmarami, ośmiornicami, papryczkami itp.,aby stamtąd podziwiać już widok 360º na okolicę.
Wiało strasznie, ale się nie poddaliśmy.
Góra zdobyta, zwiedzone po drodze kapela, droga krzyżowa i inne ruiny, zrobione zdjęcia z ogromna ilością wiatru we włosach i nie tylko a wszystko to w ok. 30 minut.
Na samym czubku czekają na turystę sklepiki z pamiątkami, restauracje, muzeum archeologiczne i hotel.
Bardzo przyjemny spacer niektórzy turyści bardziej leniwi od nas zamieniają na wjazd samochodem, a ci którzy nie mają nadbagażu w postaci pysznych “tapas” nawet wjeżdżają na rowerze. Dla każdego coś dobrego.
Nasza wycieczka w powrotną stronę oczywiście była dużo szybsza i już o godzinie 17.30 hiszpańskiego czasu łapaliśmy prom w powrotna stronę.
Bilans wycieczki bardzo pozytywny: marzenie mojej mamy spełnione, buzie opalone, zdjęcia zrobione, brzuchy pełne, dusze natchnione, myśli przewietrzone więc uważam wycieczkę za udaną i godną polecenia.
Zapraszam was do oglądania zdjęć i do komentarzy polsko-portugaskich i do następnego.
DESEJO DA MAMÃ, VISITA AO MONTE SANTA TECLA
Talvez pode ser estranho começar este blog duma visita a Espanha, mas para mim faz sentido. Foi certamente lá onde pensei que podia ser boa ideia criar um blog. Nesta altura estão visitar-me os meus pais e por esta causa eu, o meu marido, a minha sogra e os meus pais fizemos as malas e decidimos passar alguns dias em Caminha. Caminha é uma linda cidade no norte de Portugal perto da fronteira com Espanha, onde a minha família portuguesa muitas vezes passa ferias por isso não vou agora escrever mais sobre esta cidade porque com certeza ainda vou ter muitas oportunidades.
Um dia decidimos ir visitar o monte Santa Tecla (em espanhol Santa Trega), um monte que se situa já no terreno espanhol, na cidade Guarda e porque a minha mãe sempre dizia que adorava ir a Espanha por isso foi uma ótima oportunidade para realizar este desejo.
Vamos começar a nossa viagem e vocês venham viajar comigo admirar as paisagens e saborear tapas espanholas.
O nosso percurso foi assim.
1º Etapa
Em Caminha apanhamos o ferryboat qual nos leva pelo rio Minho para o lado da Espanha.
Os horários podem consultar aqui:http://www.caminhaturismo.pt/ver.php?cod=0E0D
Os bilhetes custam 1€ por pessoa e 3€ por carro.
Nós apanhamos o ferryboat as 14.00h e levamos connosco o carro, mas não é obrigatório para quem queira ir a pé.
A viagem de ferry demora à volta 15 minutos. Durante pode-se ver as lindas paisagens da natureza local.
2º Etapa
Para começar bem o etapa e ter força suficiente fomos primeiro para o porto da Guarda.
Escolhemos uma restaurante mesmo na marginal que se chamava El Paseo.
Pedimos algumas tapas. O preço por pessoa foi 12€ e tivemos as barrigas cheias.
Escolhemos: tabla de jámon serrano (presunto), pimientos de padron (pequenos pimentos verdes), calamares a la romana (calamares fritos), pulpo a la plancha (polvo com um molho especial), zamburinas a la plancha (não encontrei o que é em polaco mas é uma espécie que se chama Chlamys varia, simplesmente umas conchinhas muito saborosas), tortilla de patatas (um omelete com as batatas) e Esterella Galicia claro, uma Estrela de Galícia- cerveja.
No fim pedimos um café para não adormecer.
Assim reforçados decidimos rebolar para Santa Tecla.
3º Etapa
A Guarda há indicações em todo lado por isso não é possível perder o caminho.
Se alguém vai escolher opção sem comer no porto da Guarda o caminho do ferryboat até ao monte é 6 km.
Nós fomos de carro até o Castro de Santa Trega. Antes este ponto, mais ou menos 2/3 do monte tem de se pagar a entrada que é 1 € por pessoa (o carro não se paga).
Neste lugar há ruínas do castro de I a.C. e II d.C.. Este lugar criado na Santa Tecla visita-se sozinho não existe nenhuma possibilidade visitar com o guia e infelizmente todas informações que estão lá escritas são só em espanhol. Para o português isto não é grande problema, para um polaco já pode ser. Olhando para as paisagens de cima pode-se facilmente perceber porque este sítio foi escolhido para construir aqui uma aldeia- uma vista maravilhosa para toda linha do mar.
4ºEtapa
Daqui começamos a subir a pé com os nossos calamares, polvos e pimentos padron para poder admirar uma vista 360º.
Havia vento horrível mas chegamos até o pico de São Francisco.
O monte conseguida, a capela vista, o Via Crucis e outras ruínas também, muitas fotografias feitas, vento apanhado no cabelo e não só e isto tudo demorou a volta 30 minutos.
No pico há lojas para turistas, restaurantes, um museu arqueológico e um hotel.
Um passeio muito agradável que alguns mais preguiçosos do que nós trocam por um passeio de carro, mas alguns sem bagagem extra na barriga de tapas trocam para um passeio de bicicleta. Tudo depende de gosto da cada pessoa.
A nossa viagem de volta foi muito mais rápida e assim apanhamos o farryboat às 17.30h.
O saldo da viagem super positivo: o desejo da minha mãe foi realizado, as nossas caras apanharam sol, fizemos imensas fotografias, as nossas barrigas foram cheias, as almas estavam inspiradas, os pensamentos apanharam ar, considero o nosso o passeio muito bom e aconselho-o a toda gente.
Convido-vos então á todos para ver as fotografias e para comentar em polaco e em português. E até á próxima.


